Dzisiaj jest: 25.5.2019, imieniny: Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny

Prawa autorskie - wywiad z mecenas Joanną Hetman-Krajewską

Dodano: 3 miesiące temu Czytane: 1294 Autor:
Redakcja Poleca!

Prawa autorskie, internet, artyści, umowy, licencje, szkody, naruszenia, odszkodowania... Temat ocean w rozmowie Izabelli Jarskiej z Mecenas Joanną Hetman-Krajewską specjalistą prawa autorskiego.

Prawa autorskie - wywiad z mecenas Joanną Hetman-Krajewską

Potrzebne są rozwiązania systemowe - wywiad Izabelli Jarskiej z Mecenas Joanną Hetman-Krajewską specjalistą prawa autorskiego, Kancelaria Prawnicza Patrinomium. 


Izabella Jarska: Jeszcze do niedawna kwestia naruszenia praw autorskich dotyczyła głównie mediów, ponieważ to one zajmowały się publikacjami. Jednak w dobie rozwoju nowych technologii, rzecz zaczyna dotyczyć znacznie szerszej grupy. Jaki jest twoim zdaniem poziom wiedzy przeciętnego użytkownika internetu na temat prawa autorskiego i związanych z nim naruszeń? Czy internauci mają świadomość, na czym te naruszenia polegają?

Joanna Hetman-Krajewska:  Myślę, że ta świadomość jest niska. Dominuje mityczne przekonanie, że to, co można znaleźć w internecie znajduje się w domenie publicznej, zatem można z tego korzystać za darmo. Odbiorca zazwyczaj uważa, że skoro ma łatwy dostęp do czegoś – czego część stanowią utwory w rozumieniu prawa autorskiego — co jest upublicznione w Internecie, to może z tego korzystać bezpłatnie i nie pytając nikogo o zgodę. A to założenie jest całkowicie błędne. Łatwość dostępu do treści w internecie nie oznacza, że możemy je sobie kopiować i używać bez zapłaty wynagrodzenia i zapytania o zgodę.


I.J.: Co twoim zdaniem można zrobić, żeby świadomość ogółu na temat ochrony praw autorskich była wyższa? Czy edukacja w tej kwestii byłaby najlepszym remedium?

J H.-K.: Patrząc na skalę problemu, jakim jest powszechność naruszeń praw autorskich w internecie, uważam, że sama edukacja społeczeństwa na ten temat jest niewystarczająca. W dodatku byłaby długotrwałym, rozpisanym pewnie na dziesięciolecia procesem, ponieważ wymagałaby wytworzenia w społeczeństwie pewnej kultury prawnej odnoszącej się z szacunkiem  do ochrony cudzej własności intelektualnej, a takie postawy kształtują się latami. Dlatego moim zdaniem kwestia poszanowania praw autorskich w internecie wymaga rozwiązania systemowego. Patrząc na to z perspektywy lat, prawo autorskie zawsze było w tyle za pojawiającymi się nowymi technologiami — jak radio, telewizja, wideo, fotokopiarki itd. – które stanowiły kolejne sposoby umożliwiające rozpowszechnianie utworów. Uregulowanie tego typu zjawisk z punktu widzenia prawa autorskiego jest niezwykle trudne, bo jak na przykład skontrolować liczbę kserokopii jakiejś książki? Dlatego zawsze należy szukać rozwiązania, które nie polega na „kopaniu się z koniem”, czyli w tym wypadku z nowymi technologiami. Ludzie zawsze będą korzystać z osiągnięć rozwoju technologicznego i trudno, żeby prawo miało im tego zakazać. Dlatego warto zastanowić się, w jaki sposób „pożenić wodę z ogniem”, czyli z jednej strony dbać o ochronę praw autorskich, a z drugiej umożliwić społeczeństwu korzystanie z utworów także za pomocą nowych technologii. Myślę, że wprowadzenie na poziomie ustawodawstwa unijnego regulujących te sprawy rozwiązań systemowych byłoby najlepszym wyjściem. Tak jak rozwiązano to z producentami i dystrybutorami kserokopiarek, którzy  mają obowiązek wnoszenia opłat z tytułu korzystania z praw autorskich do utworów naukowych. Opłaty te są uiszczane na rzecz dwóch organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi –  Stowarzyszenia KOPIPOL, które reprezentuje twórców, oraz Stowarzyszenia Copyright Polska, które reprezentuje wydawców, a następnie dzielone pomiędzy uprawnionych, czyli autorów i wydawców właśnie. Słowem – osoba, która ma na swoim koncie jakieś publikacje książkowe, głównie o charakterze naukowym czy podręcznikowym, może zgłosić się do Stowarzyszenia KOPIPOL, bo niewykluczone, że dostanie jakieś pieniądze z tytułu tzw. opłat reprograficznych. W wypadku sieci takie opłaty mogłyby np. wnosić firmy dostarczające internet.


I.J.: A twórcy? Jaka jest ich wiedza na temat prawa autorskiego?

J. H.-K.: Z tym bywa bardzo różnie. Na pewno mają większą wiedzę na ten temat niż przeciętny użytkownik internetu. I z moich – blisko dwudziestoletnich — obserwacji wynika, że ta świadomość wśród twórców na pewno rośnie. Jeszcze kilkanaście lat temu autorzy bez problemu podpisywali umowy przenoszące autorskie prawa majątkowe na swojego kontrahenta, np. na wydawcę książki. Teraz twórcy są już coraz bardziej świadomi i rozumieją, że taka umowa jest dla nich niekorzystna. I mając tego świadomość, coraz częściej podpisują jedynie umowy licencyjne.K.:


I.J.: Przybliżmy czytelnikom różnicę pomiędzy tymi dwoma rodzajami umów.

J. H.-K.: Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych należy do grupy umów rozporządzających. Jest formą sprzedaży – czyli całkowitego wyzbycia się — swoich autorskich praw majątkowych na rzecz nabywcy. Licencja jest natomiast nie sprzedażą praw, a zezwoleniem innej osobie na korzystanie z danego dzieła na pewien, zazwyczaj określony umową okres. Mówiąc obrazowo, przeniesienie autorskich praw majątkowych możemy porównać na przykład do sprzedaży domu, a licencję do umowy najmu tego domu. Licencje dzielimy na wyłączne i niewyłączne. W pierwszym przypadku – jak sugeruje nazwa – dajemy komuś na czas umowy wyłączność na korzystanie z utworu. A tym samym w owym czasie nie dysponujemy nim, nawet na własny użytek – chyba że byłby to jedynie użytek osobisty, ale to już inna historia. W wypadku licencji niewyłącznej autor zachowuje większą swobodę dysponowania swoim utworem – może udzielać takich samych licencji wielu podmiotom. Obie formy licencji autor może bez trudu wypowiedzieć, nawet bez podania przyczyny.


I.J.: Zatem typ zawieranej umowy jest dla twórcy sprawą kluczową.

J. H.-K.: Tak. Jednak nie wszyscy to rozumieją. Czasami przychodzi do mnie ktoś z zawartą 10 lat wcześniej umową o przeniesienie praw autorskich i mówi, że minęło już tyle lat i chyba prawa autorskie do niego wróciły… No, niestety nie.


I.J.: I da się wtedy jeszcze coś zrobić, żeby te autorskie prawa majątkowe wróciły do twórcy?

J. H.-K.:  Nie powiem, że nigdy nic się nie da zrobić, bo to zależy od okoliczności. Czasami umowę o przeniesienie autorskich praw majątkowych też da się wypowiedzieć, ale tu już muszą pojawić się jakieś konkretne przyczyny.


I.J.: Co może być taką przyczyną? Czy na przykład twórca może uznać za powód do zerwania umowy to, że nabywca dzieła działa na jego szkodę?

J. H.-K.: Nie wystarczy, że twórca tak uzna, muszą być na to dowody i musi to wynikać z obiektywnych okoliczności, co w sytuacji sporu będzie oceniał sąd. Subiektywne poczucie autora to za mało. Dobrym argumentem jest natomiast to, że utwór nie jest rozpowszechniany. Przykładowo – pisarz przeniósł autorskie prawa majątkowe do swojej książki na wydawcę, książka przez jakiś czas była rozpowszechniana, ale od lat jest już niedostępna. To może być przyczyna rozwiązania umowy, na mocy której twórca przeniósł autorskie prawa majątkowe.


I.J.: Jakiego kalibru naruszeń prawa autorskiego jest w internecie najwięcej?

J. H.-K.:  Najwięcej jest drobnych naruszeń. Ktoś gdzieś bezprawnie opublikuje jedno zdjęcie, ktoś inny mały fragmencik tekstu… To oczywiście także jest łamaniem praw autorskich, ale wytaczanie w takiej sprawie procesu naruszycielowi jest przysłowiową skórką za wyprawkę. Bo wysokość odszkodowania w takim wypadku będzie niska, a koszty procesu wysokie. Prawo autorskie jest jedną z tych sfer, gdzie jednak – moim zdaniem – niezbędna jest pomoc prawnika mającego wiedzę i doświadczenie w zakresie prawa autorskiego. Wielokrotnie zdarzało mi się w przypadku spraw z innych dziedzin prawa, kiedy mówiłam klientom, że poradzą sobie sami bez mojej pomocy i szkoda ich pieniędzy na nasze usługi… Ale prawo autorskie ze względu na liczne niuanse akurat jest tą dziedziną, w której jednak trzeba wiedzieć, jak w sądzie bronić swojej sprawy. Dlatego naprawdę warto się zastanowić, czy możliwa wygrana co najmniej zrównoważy wydatki.


I.J.: A jak to wygląda przy większych naruszeniach?

J. H.-K.:  Większość takich spraw – w proporcjach 80 do 20 procent – kończy się ugodą. Uważam, że to bardzo dobrze, ponieważ zazwyczaj takie spory generują wieloletnie i kosztowne postępowania sądowe, w dodatku często są ocenne – bo to sąd ostatecznie oceni czy dany utwór na pewno jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego, czy na pewno doszło do naruszenia praw autorskich, a na koniec, czy żądana wysokość odszkodowania jest zasadna. Dlatego ugoda jest dobrym rozwiązaniem.


I.J.: Czy prawo autorskie zmieniało się, dopasowując do nowych okoliczności, choćby takich jak zmieniające się nośniki?

J. H.-K.: Tak, na przestrzeni lat pojawiło się wiele nowych rozwiązań prawnych, przede wszystkim na poziomie Unii Europejskiej, później implementowanych na grunt krajowy. Nie sposób wszystkich wymienić, ale ogromna ich liczba powstała na skutek rozwoju nowych technologii oraz sfery internetowej. Już w latach 90. wprowadzono w Unii ochronę programów komputerowych, uznając, że one także są dziełem podlegającym prawu autorskiemu. W systemie prawnym UE jest nawet  odrębna dyrektywa poświęcona wyłącznie ochronie praw autorskich w internecie. Słowem – zmiany w prawie autorskim są stałym elementem tej dziedziny prawa, tak jak zmieniające się uwarunkowania technologiczne, ma które ustawodawca musi reagować.

12 marca, godz. 19:00 - Twórca a prawa autorskie – spotkanie z Mecenas Joanną Hetman-Krajewską specjalistą prawa autorskiego, Kancelaria Prawnicza Patrinomium - w ramach projektu Power of Art w Koneserze. Więcej informacji już wkrótce.
 
 
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.