Jazzowy feeling - rozmowa z muzykami Atom String Quartet

Dodano: rok temu Autor:
Redakcja poleca!

Wywiad Izabelli Jarskiej z MUZYKAMI Atom String Quartet. Gospodarzem i Mecenasem wywiadu jest Salon Medi SPA w Warszawie.

Jazzowy feeling - rozmowa z muzykami zespołu Atom String Quartet.

Atom String Quartet powstał w 2009 roku i jest kwartetem smyczkowym, grającym - jak mówią muzycy - autorską muzykę jazzową. Zespół ma w dorobku trzy autorskie płyty, wiele nagród oraz dwa Fryderyki. Jesienią 2015 roku ukazał się na rynku ich najnowszy album, zatytułowany: „AtomSPHERE”. Także i on był  nominowany do tegorocznej nagrody „Fryderyk”., zaś jeden z członków zespołu - Krzysztof Lenczowski – otrzymał w tym roku wspomnianą statuetkę w kategorii Jazzowy Fonograficzny Debiut Roku za swoją solową płytę. Na początek chciałabym panów prosić, abyście się przedstawili naszym czytelnikom.
- Mateusz Smoczyński, gram na skrzypcach, od czasu do czasu także komponuję.
- Dawid Lubowicz, również gram na skrzypcach, komponuję i aranżuję.
- Michał Zaborski, gram na altówce, czasami zdarza mi się także komponować.
 - Krzysztof Lenczowski, gram na wiolonczeli, bywam także kimś w rodzaju konferansjera - podczas koncertów opowiadam publiczności o naszych utworach. Oczywiście zdarza mi się także komponować.

Atom String Quartet i Izabella Jarska


Czy panowie wszyscy są muzykami z wykształcenia?  I jak doszło do tego, że stworzyliście Atom String Quartet?
D.L.: Tak, wszyscy jesteśmy muzykami z wykształcenia i to gruntownego, bo każdy z nas zaczynał grać na instrumencie w wieku sześciu, siedmiu lat.
MS:  Wszyscy jesteśmy absolwentami warszawskiej Akademii Muzycznej. Tam się właśnie spotkaliśmy i rozpoczęliśmy współpracę.
KL.:  Jesteśmy kwartetem smyczkowym, grającym autorską muzykę jazzową, do której sporo inspiracji czerpiemy z polskiej muzyki ludowej. Charakterystyczne dla nas jest to, że wszyscy improwizujemy, co nas odróżnia od innych kwartetów smyczkowych, których członkowie także mają gruntowne wykształcenie muzyczne. Chcę przez to powiedzieć, że skrzypków, wiolonczelistów czy altowiolistów, którzy potrafią na tych instrumentach improwizować jest niewielu, zatem muzyczne, klasyczne wykształcenie  to nie było wszystko, co wystarczało aby zostać muzykiem Atom String Quartet.
MS: Chociaż kształciliśmy się w kierunku muzyki klasycznej, każdy z nas interesował się jazzem już od najmłodszych lat.
 
Krzysztof Lenczowski - Atom String Quartet

Krzysztof Lenczowski - Atom String Quartet

A jak to jest z tą improwizacją - wy się panowie wzajemnie wyczuwacie na scenie i dzięki temu wiecie kiedy i który z was będzie improwizował?
MS:  Tak, na scenie wyczuwamy się wzajemnie, ale także dużo wspólnie ćwiczymy i podczas prób ustalamy kto i kiedy będzie improwizował, zatem jest to częściowo zaaranżowane. I na bazie takich ustaleń zostawiamy sobie miejsce na improwizację.
D.L.:  Co jest ciekawe w tej muzyce, to że my nie ćwiczymy razem solówek, tylko wszystko to, co się dzieje poza tymi improwizowanymi partiami, czyli akompaniamenty - tzw. podkłady - i to przede wszystkim robimy na próbach. A solówki każdy z nas ćwiczy we własnym zakresie.
KL: Koledzy odpowiedzieli na pytanie od strony muzycznej, a ja to uzupełnię z punku widzenia mniej muzycznego, a bardziej socjologicznego: w jazzowym kwartecie trzy osoby robią przestrzeń, by jeden z czterech, który w danym momencie ma do zagrania wiodącą partię, mógł to zrobić jak najbardziej efektownie. Czyli trzech pozostałych kolegów pracuje na sukces jednego z nas. Dlatego na próbach zwracamy uwagę na to, czy się koledze wygodnie gra kiedy ma partię solową, czy czuje się wtedy komfortowo, zatem gdy jeden z nas ma solówkę, wszyscy pracujemy na brzmienie zespołu, jakie w danym momencie chcemy uzyskać. Często w naszych utworach staramy się także szukać niecodziennych rozwiązań. Zdarza się nam grywać utwory, w których dwie osoby naraz improwizują, wchodząc ze sobą w pewna formę dialogu.

Mateusz Smoczyński - Atom String Quartet

Mateusz Smoczyński - Atom String Quartet

A czym konkretnie jest tzw. feeling jazzowy? Wydawałoby się teoretycznie, że każdy kto zna nuty i umie grać na instrumencie, mógłby zagrać jazz. A jednak tak chyba nie jest i trzeba czegoś więcej? Co to jest to „coś więcej” panów zdaniem?
MS: Rzeczywiście trzeba czegoś więcej. Czasami nasi koledzy - muzycy klasyczni - mówią nam, że chcieliby grać jazz, że chcieliby improwizować. Zawsze ich wtedy pytamy - czy w ogóle interesują się muzyką jazzowa i czy jej słuchają? Jeżeli słyszymy przeczące odpowiedzi – mówimy im, że w takim wypadku nie zagrają dobrze jazzu, bo nie będą wiedzieli, jak to się robi, jak należy frazować. My nauczyliśmy się grać muzykę jazzowa poprzez jej słuchanie w wykonaniu najlepszych muzyków, spisywanie ich solówek i naśladowanie. A także poprzez obcowanie z lepszymi od nas Artystami oraz wspólne jamowanie. A feeling jazzowy określiłbym jako specyficzne poczucie czasu i melodyki.
KL: W moim odczuciu współpraca z muzykami jazzowymi, w odróżnieniu od muzyków klasycznych, polega na tym, że w jazzie rozmawia się nieco innym językiem. W takim sensie, że jest pewien zbiór zasad, które nie są nigdzie skodyfikowane. I dlatego ten język, jest odmienny od innych. Na przykład oczywiste dla wszystkich jazzmanów jest to, że jeżeli rozpoczynamy utwór, zagraliśmy jego temat, a potem następuje improwizacja - to nikt, zanim ona się nie skończy, nie zaczyna grać swojej solówki . To jest jasne dla muzyków jazzowych, ale już niekoniecznie dla klasycznych, zatem wracając do pytania - czego potrzeba aby grać jazz? - mnie się wydaje, że trzeba zanurzyć się w tej muzyce, poznać ją, oraz obowiązujące w niej zasady. Natomiast sama kwestia feelingu i tego w jaki sposób ktoś lubi grać, to rzecz bardzo indywidualna. Tu już wchodzimy w kwestie gustu – rożnym ludziom podobają się różne rzeczy. Jazz jest tak szerokim pojęciem, że w zasadzie wymyka się ścisłej definicji. Dlatego my staramy się nie definiować naszego zespołu jako kwartetu typowo jazzowego, ponieważ gdyby posłuchali naszej płyty rdzenni amerykańscy muzycy jazzowi, to mogliby mieć wątpliwości czy to na pewno jest jazz, czy też może raczej czerpiemy z europejskiej tradycji muzyki improwizowanej. Rzekłbym nawet, że jest to niemal filozoficzne zagadnienie: czym jest jazz, a czym muzyka improwizowana.

Dawid Lubowicz - Atom String Quartet

Dawid Lubowicz - Atom String Quartet

To prawda, że jazz wymyka się definicjom. Spotkałam się na przykład ze stwierdzeniem, że prekursorem jazzu był Erik Satie… i sądzę, że nie jest ono bezpodstawne…
KL:  Niektórzy mówią także, że był nim Bach albo Mozart, a nawet Chopin…  Jazz jest w naszych czasach bardzo pojemnym gatunkiem muzycznym.

ASQ istnieje od ponad sześciu lat i macie panowie naprawdę imponujący dorobek, mam na myśli i kilka wydanych płyt, otrzymane nagrody - w tym Fryderyki – oraz wspólne występy z artystami światowej sławy, jak np. Bobby’m McFerrinem, Branfordem Marsalisem czy Urszulą Dudziak, a także liczne koncerty oraz udział w festiwalach…  Po otrzymaniu takiej nagrody, jaką jest Fryderyk, muzycy zazwyczaj coraz częściej zaczynają bywać „na salonach”. Jak Panowie czują się w takich sytuacjach? Wydaje się, że muzycy jazzowi na ogół za nimi nie przepadają.
MZ. Bywanie „na salonach” nam akurat pomaga, ponieważ jazz jest muzyką raczej niszową. A takie nagłaśniane medialnie imprezy przekładają się na zwiększoną rozpoznawalność, dzięki czemu później docieramy z naszą muzyka do większej liczby odbiorców.

Występowali panowie z wieloma jazzowymi sławami. Z kim jeszcze chcielibyście wystąpić?
MS: Z Waynem Shorterem.
KL: Mieliśmy przyjemność występować z tak dużymi nazwiskami i wielkimi artystami, że kiedyś nawet sobie nie wyobrażałem, że coś takiego może mi się kiedykolwiek przydarzyć. Gdyby ktoś mi sześć lat temu powiedział, że wystąpię z Branfordem Marsalisem, Bobby’m McFerrinem, czy z Anną Marią Jopek, (której byłem w tamtym czasie ogromnym fanem), to rzekłbym wtedy, że nawet nie mam śmiałości marzyć o czymś podobnym. A jednak to się wydarzyło. Zatem jeśli teraz wydaje mi się niewyobrażalne to, abym wystąpił na jednej scenie np. z Patem Methenym, to tak naprawdę nie da się przewidzieć tego, co życie przyniesie.


Michał Zaborski - Atom String Quartet
Michał Zaborski - Atom String Quartet

Wspólnie próbujecie, koncertujecie, wyjeżdżacie… Nagraliście też kilka płyt (najnowszy album „AtomSPHERE” – ukazał się jesienią zeszłego roku). Czyli czterech facetów spędza ze sobą dużo czasu. I jak to wygląda? Pracujecie zawsze zgodnie czy kłócicie się czasami?
DL: Tak, jak w najlepszej rodzinie, czasami wchodzimy ze sobą w polemikę. Być może powinniśmy stanowić jedność, ale podobnie jak w innych dziedzinach życia, tak i tu, ścierają się czasami różne poglądy.

A czas wolny? Jak go spędzacie? Co was relaksuje?
DL: Odpoczywam kiedy nie gram na instrumencie i uprawiam sporty. Lubię wyjeżdżać do Zakopanego, a ostatnio spędziłem sporo czasu w gorących źródłach na Słowacji. Tam też chodziłem na masaże, które moim zdaniem są muzykom bardzo, bardzo potrzebne. Od dwóch - trzech lat zacząłem także uprawiać windsurfing i chciałbym się nauczyć robić to perfekcyjnie.
MS: Bardzo dużo jeżdżę na rowerze. Ostatnio także chodzę na basen i do sauny. I to jest mój sposób na odpoczynek.
MZ: Mnie relaksuje amerykańskie NBA i wiele czasu spędzam na oglądaniu meczów koszykówki. Widzę w tej grze pewną analogię do muzyki. W sposobie w jaki ci sportowcy się poruszają i zdobywają punkty, odnajduję swoistą formę sztuki, a nawet artyzmu.
KL: Chciałbym jakoś spektakularnie, zaskakująco i life-stylowo odpowiedzieć na pytanie… Ale co zrobić, skoro tak naprawdę największy odpoczynek dają mi podróże. Bo tylko tygodniowy (minimum) wyjazd w jakieś piękne miejsce potrafi  skutecznie wyłączyć muzykę w mojej głowie. I wtedy naprawdę wypoczywam.

 
Rozmawiała Izabella Jarska
Zdjęcia Art Imperium
Gospodarz i Mecenas wywiadu: Salon Medi SPA, ul. Nałęczowska 5 w Warszawie.

Salon Medi SPA

Naśladownictwo nie ma sensu - rozmowa z Izabellą Jarską