Naśladownictwo nie ma sensu - rozmowa z Izabellą Jarską

Dodano: 2 lata temu Autor:
Redakcja poleca!

Naśladownictwo nie ma sensu - rozmowa Magdaleny Woźniak z dziennikarką Izabellą Jarską. Gospodarzem i Mecenasem wywiadu jest Salon Medi SPA w Warszawie.

Naśladownictwo nie ma sensu - rozmowa z dziennikarką Izabellą Jarską


Byłam niespokojnym duchem. Lubiłam - jak to się teraz mawia - nowe wyzwania i szybko się nudziłam wykonywanym zajęciem a wtedy zmieniałam zawód. Między innymi pracowałam jako dekorator wystaw sklepowych, w biurze Teatru Ateneum, jako wizażystka, prowadziłam wykłady o pielęgnacji i makijażu,  a nawet bywałam tłumaczką na żywo z języka francuskiego i… fotomodelką - mówi Iza Jarska, dziennikarka i pisarka. Autorka m.in. książki satyrycznej „Kot, jaki jest, każdy widzi”. 

Magdalena Woźniak: Masz swoją dziennikarską specjalizację? Są nią wywiady?
Izabela Jarska: Można to tak określić. Chociaż jedna z moich byłych przełożonych zwykła mawiać, że „sprawny dziennikarz napisze wszystko i na każdy temat”. Częściowo jest to prawda., ponieważ doświadczenie i znajomość warsztatu na pewno dają biegłość w szukaniu źródeł potrzebnych informacji oraz w ocenie ich wiarygodności. Reszta to sprawność pióra … Co w dużej mierze jest zresztą kwestią wrodzonego talentu, ale na pewno warsztat się szlifuje wraz z doświadczeniem. Zatem w tym sensie rzeczywiście sprawny dziennikarz poradzi sobie z każdym tematem, ale specjalizacja jest potrzebna. Inaczej się pisze na temat, który się świetnie zna niż na taki, który dopiero trzeba od podstaw poznać. Ja zaczynałam od pisania o modzie, urodzie i zdrowiu. Czyli od branży dosyć łatwej dla kobiet, które zazwyczaj się tym interesują. Pisać na ten temat było mi tym prościej, że znałam tę tematykę także z praktyki, ponieważ przedtem pracowałam najpierw u przedstawiciela marki Lancome a potem jako wizażystka dla Bourjois. Prowadziłam też prywatne kursy makijażu i stylizacji wraz z dwiema innymi wizażystkami - z Anią Orłowską i Kasią Gruk. Po jakimś czasie zaczęłam coraz więcej pisać o kulturze. Były to newsy, recenzje, relacje i wywiady.  I tak już zostało. 

Magdalena Woźniak i Izabela Jarska

MW:Dziennikarstwo było twoim wymarzonym zawodem?
I.J.: Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale w zasadzie było ono zawodem pierwszego wyboru, bo już w szkole podstawowej chciałam w przyszłości zostać dziennikarką. Później zdałam sobie sprawę z tego, że ten zawód wymaga, nazwijmy to, pewnej spolegliwości wobec panującego wówczas systemu. A ja w młodzieńczej zapalczywości oczywiście byłam owemu systemowi wroga. Zarzuciłam zatem tę myśl… Jednak po latach, splotem różnych okoliczności, do tego wróciłam. I tak zostało do dziś, już blisko od 18. lat. 

M.W.: Wiem, że często zmieniałaś zawody…
I.J.: Tak, byłam niespokojnym duchem. Lubiłam - jak to się teraz mawia - nowe wyzwania i szybko się nudziłam wykonywanym zajęciem a wtedy zmieniałam zawód. Między innymi pracowałam  jako dekorator wystaw sklepowych, w biurze Teatru Ateneum, jako wizażystka, prowadziłam wykłady o pielęgnacji i makijażu,  a nawet bywałam tłumaczką na żywo z języka francuskiego i… fotomodelką. To ostatnie jedynie dorywczo… Parę razy pozowałam do zdjęć i wystąpiłam w kilku reklamówkach. Nie było to nic wielkiego i żadna ze mnie Cindy Crofword i chociaż zarobek był niezły to mnie jednak nudziło. 

M.W.: Wracając do wywiadów…
I.J.: Wracając do wywiadów to miałam to szczęście, że udało mi się rozmawiać z wieloma naprawdę znaczącymi dla kultury osobami. Co, nie tyle było moją zasługą ile po prostu korzystnym dla mnie splotem okoliczności. Nie każdy ma taką szansę, więc naprawdę to doceniam. Większość moich rozmówców to byli, jak mówiłam, ludzie kultury, chociaż oczywiście nie wszyscy. Pierwszy w życiu wywiad przeprowadziłam z Pierre Cardinem, który przyjechał do Polski na promocję nowych perfum sygnowanych jego nazwiskiem. Czyli z żywą legendą świata mody. Pamiętam, że podczas rozmowy towarzyszyła nam tłumaczka, ale ja zniecierpliwiona tym, że to spowalnia rozmowę, przeszłam z Cardinem na francuski… Z braku doświadczenia zupełnie wtedy nie myśląc o tym, że przy spisywaniu mogę się gdzieś potknąć o tłumaczenie, bo na przykład jakieś słowo będzie w nagraniu źle słyszalne… No, ale udało się. Drugi wywiad w moim życiu też był „z  wysokiej półki”, bo zrobiłam go z Andrzejem Wajdą. Na szczęście przeprowadziłam go w duecie ze znanym pisarzem fantasy - Jackiem Piekarą - który wówczas był moim redakcyjnym kolegą. Patrząc z perspektywy myślę, że tylko niewiedza i debiutancka wiara w siebie uchroniły mnie wtedy przed wpadkami oraz przed tremą. Bo ja zwyczajnie nie do końca zdawałam sobie sprawę na co się decyduję idąc bez doświadczenia na wywiady z tak legendarnymi osobami. 

M.W.: Wywiady są trudną sztuką?
I.J. Trudniejszą niż się wielu wydaje. I wymagającą doświadczenia. Bo to wbrew pozorom nie jest tak, że ot, pogada się z kimś trochę, potem to spisze z dyktafonu i gotowe. Przede wszystkim trzeba umieć poprowadzić taką rozmowę. Dostroić się do osoby, z którą przeprowadza się wywiad. Żeby rozmowa miała ciekawy przebieg dziennikarz musi nieco wejść na wspólną z kimś „falę odbioru”. A przecież rozmówcy są różni. Potem jest redagowanie wywiadu a to sztuka sama w sobie. Bo słowo mówione jest inne niż pisane. Trzeba umieć wyważyć treść między tym jak brzmi żywa rozmowa a językiem literackim, żeby się ten tekst dobrze czytało po prostu. Co wcale nie jest takie łatwe. No i jeszcze ważne jest aby pamiętać, że wywiad jest po to, aby czytelnik dowiedział się czegoś ciekawego o jego bohaterze. A nie po to aby lansował się nim upajając własnymi pytaniami i „złotymi myślami” dziennikarz. Bohaterem wywiadu jest zawsze rozmówca. Dziennikarz pełni tu rolę w pewnym sensie służebną, jest trochę w cieniu. Chociaż oczywiście w dużym stopniu to od niego zależy kierunek, w jakim pójdzie rozmowa. No i czytelnik nie powinien mieć wrażenia, że osoby rozmawiające bawiły się dużo lepiej niż on czytając potem dany wywiad. 

Izabella Jarska dziennikarka


M.W.: Miałaś jakieś wpadki przeprowadzając wywiady?
I.J.: Ależ oczywiście. Na przykład raz nagrywałam nie tyle wywiad co wypowiedź Grażyny Torbickiej. Było to w publicznym miejscu i podeszła do nas pewna pani z prośbą o autograf. Chciałam być uprzejma, wiec powiedziałam, że poczekam z nagraniem wypowiedzi. Na czas krótkiej rozmowy obu pań nacisnęłam w dyktafonie pauzę, sęk w tym, że zapomniałam ją potem wyłączyć i wypowiedź Grażyny Torbickiej mi się nie nagrała. Musiałam ją potem na potrzeby artykułu odtwarzać z pamięci.
 Innym razem nie zauważyłam, że pamięć dyktafonu jest już przepełniona i część rozmowy się nie zarejestrowała. Dostałam nauczkę i od tego czasu wielokrotnie sprawdzam podczas wywiadu dyktafon, czy na pewno wszystko się nagrywa. Raz zawiódł mnie sprzęt. Nagrałam rozmowę, ale nie mogłam jej potem odtworzyć, bo coś się zablokowało w dyktafonie. Podczas prób odblokowania niechcący skasowałam całe nagranie - ot blondynka w świecie techniki… Chociaż brunetka. 


M.W.: Czy zdarzyło ci się odmówić jakiegoś zlecania na wywiad?
I.J.: Tak, jeden raz. Zaproponowano mi wywiad z bardzo znanym reżyserem. I to znanym nie tylko w Polsce, ale i na świecie. To była jedna z takich osób, z którymi rozmowa daje prestiż. Sęk w tym, że zaproponowano mi przeprowadzenie wywiadu z dnia na dzień, więc było bardzo mało czasu aby się dobrze do niego przygotować. A ów reżyser znany był z tego, że jak tylko wykrył u dziennikarza obszar niewiedzy na temat swojej twórczości to potrafił takiego pismaka zwymyślać i wyrzucić na zbitą twarz. Był więc niemal postrachem mojego środowiska zawodowego. Ja jego twórczość znałam dosyć dobrze, ale jednak zapewne miałam jakieś luki. A na ich uzupełnienie było zbyt mało czasu. Odmówiłam więc i przyznam się, że zrobiłam to z żalem, bo rozmowa na pewno byłaby ogromnie ciekawa.

M.W.: A jakich rozmówców najbardziej lubisz?
I.J.: Wszystkich tych, którzy mają do powiedzenia coś więcej niż oklepane banały. Którzy są jacyś, mają charakter… Generalnie, i tu pewnie podpadnę feministkom, lubię rozmawiać z mężczyznami. Kobiecie jest po prostu wtedy łatwiej ocieplić rozmowę. Chociaż oczywiście miałam także przyjemność robić wywiady z wieloma wspaniałymi paniami. Z którymi rozmowa była czystą przyjemnością. 

M.W.: Jest ktoś będący dla ciebie zawodowym wzorem do naśladowania?  
Izabella Jarska dziennikarkaI.J.: Oriana Fallaci. Żartuję. Oczywiście bardzo cenię jej dorobek, i umiejętności, ale to było dziennikarstwo zaangażowane… w politykę, w sprawy społeczne… Można nawet powiedzieć, że walczące. Jej rozmówcy byli innego typu niż moi, chociaż i mnie zdarzało się robić wywiady z politykami. Ale ja nie rozmawiam na tematy trudne, jak ona, a przyjemne, bo kulturze. Nigdy bym nie śmiała porównywać się z Fallaci. Chyba nie mam wzoru w sensie, że kogoś bym chciała naśladować dlatego, że naśladownictwo czyjegoś stylu po prostu nie ma najmniejszego sensu. Natomiast na pewno warto czytywać kolegów po piórze, bo zawsze jest szansa, że się czegoś nowego nauczy. I ja lubię czytać dobre wywiady zrobione przez kogoś innego. Gdybym miała wymienić nazwiska… Lubię na przykład wywiady Mazurka, bo one są bardzo żywe… z nerwem. Ogromnie też cenię moją dawną koleżankę redakcyjną - Magdę Walusiak - ponieważ jest to osoba obdarzona błyskotliwą inteligencją, umiejąca znakomicie poprowadzić rozmowę i w dodatku mająca świetne pióro.  Jej wywiady zawsze są bardzo ciekawe. 

M.W.: Prowadzisz także spotkania autorskie
I.J.: Tak, czasami. W zasadzie to też są wywiady, tylko przeprowadzane publicznie, na żywo przy udziale widowni.

M.W.: Który z nich zapamiętałaś szczególnie? 
I.J.: Z Garou. To było w latach ogromnej popularności tego artysty w Polsce i jego przyjazd wzbudzał duże zainteresowanie mediów. Dlatego miejsce, w którym prowadziłam z nim rozmowę było otoczone tak gęstym szpalerem fotografów i operatorów, że w ogóle nie widziałam zza ich obiektywów publiczności. 

M.W.: Napisałaś też książkę…
I.J.: Tak, satyryczną o kotach.

M.W.: Bo lubisz koty?
I.J.: Też, ale głównie dlatego, że zgadzam się z powiedzeniem, że aby trzymać w domu kota trzeba mieć poczucie humoru. Bo pożycie z kotem opiera się na zasadzie zarządzania zasobami ludzkimi… przez kota. A człowiek wychodzi w tej relacji niejednokrotnie na kretyna. Tymczasem większość książek na ten temat jest ckliwych, bądź poradnikowych. Odstępstwem jest „Kot w stanie czystym” Terry’ego Pratcheta. Kiedy tę książkę przeczytałam pomyślałam sobie, że to jest to. I że fajnie by było napisać o kotach coś satyrycznego. Oczywiście gdzie mi tam do Pratcheta, ale starałam się być dowcipna. Czy mi się udało? To już nie mnie oceniać. Początkowo teksty ukazywały się jako stały cykl  satyrycznych felietonów w internetowym serwisie kulturalnym „Pozytywy.com”. Później w zebranej formie pojawiły się jako książka „Kot, jaki jest, każdy widzi”. Tu warto dodać, że była ona fantastycznie zilustrowana przez znakomitą rysowniczkę - Izę Rewcio. 

M.W.: Nie jest to jedyna twoja książka…
I.J.: Całkowicie mojego autorstwa jedyna. Ale byłam współautorką przewodnika Marka Szymańskiego „Polska na filmowo”, do którego zrobiłam wywiady oraz napisałam tekst do albumu Ani Orłowskiej „Z miłości do makijażu”.

M.W.: Nie myślałaś o tym aby napisać powieść?
Izabela JarskaI.J.: Były takie sugestie. Ale chyba nie czuję się na siłach, obawiam się, że bym na tym poległa, zwłaszcza na dialogach. Lepiej czuję się w krótszych formach, zwłaszcza satyrycznych.

M.W.: Co cię bawi prywatnie?
I.J.: Wiele rzeczy. W literaturze i filmie lubię brytyjski dowcip w stylu Monty Pythona. Bardzo mnie też bawią stare programy Manna i Materny czy zabawne felietony duetu Mazurek&Zalewski albo błyskotliwy dowcip śp. Macieja Rybińskiego. Ogromnie także cenię humor Kabaretu Starszych Panów, który moim zdaniem jest ponadczasowy. No i oczywiście klasyka: „Rejs”, filmy Kondratiuka czy Barei… nie jestem specjalnie oryginalna w swoich upodobaniach. 

M.W.: Umiesz się śmiać sama z siebie?
I.J.: Raczej tak. Oczywiście skłamałabym, gdybym powiedziała, że zawsze tak jest. Czasami brakuje mi poczucia humoru wobec siebie samej. Bywa, że i ja się naindyczę aż strach. Ale staram się mieć do siebie dystans… I jak się z czymś wygłupię, to często potrafię się z tego potem śmiać. 

M.W.: Jaki gatunek w filmie i literaturze lubisz najbardziej?
I.J.: Gatunek nie ma tu specjalnego znaczenia. Łatwiej będzie powiedzieć czego nie lubię tak ogólnie. A nie lubię szmiry. Bo coś może być rozrywką i to jest ok. I jeśli trzyma w swoim gatunku poziom wszystko jest w porządku. Ale jeśli coś jest szmirą, to tu już nic nie pomoże. W realnym życiu zresztą też. 

M.W.: Masz córkę, pójdzie zawodowo w ślady mamy?
I.J.: Tego jeszcze nie wiem, bo na razie jeszcze studiuje. Ale Natalia jest naprawdę bardzo wszechstronna. Właśnie zrobiła licencjat na Wydziale Ekonomii UW, ale jednocześnie ma bardzo lekkie pióro i na koncie już kilka publikacji, m.in. o teatrze. No i na studia magisterskie wybrała kierunek Literatury Wydziału Polonistyki UW. Zatem zobaczymy. 

M.W.: A tak po kobiecemu - lubisz pielęgnować urodę?
I.J.: Bardzo lubię. I to jak wyglądam zawsze miało dla mnie znaczenie. Nawet kiedy byłam nastolatką interesowałam się tym, jak pielęgnować skórę. Pamiętam, że w ósmej klasie szkoły podstawowej (bo wtedy nie było gimnazjów) byłam chyba jedyną dziewczynką, która już używała toniku do twarzy i balsamu do ciała. A w liceum zaczęłam chodzić do kosmetyczki, co w tamtych latach nie było wśród nastolatek tak częste, jak obecnie. Wcześnie także - bo zaraz po 20-tce - zaczęłam stosować kremy pod oczy, czego także nie robiło wiele moich rówieśnic. Przywiązywałam również ogromną wagę do perfum, które w tamtych latach kupowałam w Pewexie za tzw. dewizy. Nawiasem mówiąc zawsze mnie ciągnęło do zapachów orientalno kadzidlanych, chociaż zapewne na bardzo młodej osobie mogły one pachnieć nieco zbyt poważnie. Ale identyfikowałam się z tego typu perfumami już dawno temu i jestem im wierna do dziś. Teraz oczywiście są inne czasy i możliwości, jest ogromny wybór kosmetyków, są coraz nowocześniejsze i coraz bardziej wyszukane zabiegi pielęgnacyjne w salonach urody. I o ile tylko mogę staram się zrobić sobie samej tę przyjemność, jaką jest korzystanie z tego całego dobrodziejstwa. 

M.W.:Masz jakieś marzenia do zrealizowania?
I.J.: Tak, żeby na świecie zapanował pokój. Oczywiście żartuję. Chciałabym aby los był dla mnie łaskawy, tak jak wielokrotnie do tej pory. Zawodowo - chciałabym napisać sztukę teatralną, mam nawet pomysł na monodram satyryczny. 

Rozmawiała Magdalena Woźniak
Zdjęcia Art Imperium
Gospodarz i Mecenas wywiadu: Salon Medi SPA, ul. Nałęczowska 5 w Warszawie.

Izabela Jarska i Magdallena Woźniak
Źródło: Salon Medi SPA Warszawa