Pisanie książek traktuję rzemieślniczo - rozmowa Izy Jarskiej z Katarzyną Gacek

Dodano: 2 lata temu Autor:

- Starałam się aby w bohaterkach pisanych przeze mnie z Agnieszką powieści nie było Katarzyny Gacek. Oczywiście pisząc trudno całkowicie wyzbyć się siebie i nie włożyć jakiś swoich elementów w ...

Pisanie książek traktuję rzemieślniczo - rozmowa z Katarzyną Gacek


Katarzzyna Gacek i Agnieszka Szczepańska- Starałam się aby w bohaterkach pisanych przeze mnie z Agnieszką powieści nie było Katarzyny Gacek. Oczywiście pisząc trudno całkowicie wyzbyć się siebie i nie włożyć jakiś swoich elementów w bohaterów książki, ale zazwyczaj są to drobiazgi, i to rozproszone. Natomiast nie portretowałam siebie w swoich powieściach. To pewne - mówi Katarzyna Gacek, scenarzystka oraz autorka powieści kryminalnych napisanych w duecie z Agnieszką Szczepańską (m.in.: „Zabójczy spadek uczuć”, „Dogrywka” i „Zielony Trabant”).

Skąd w łagodnej kobiecie -  jaką jesteś - upodobanie do zbrodni?
- Wydaje mi się, że nie ma we mnie personalnie takiego upodobania. Moja przygoda ze światem kryminałów zaczęła się od tego, że Agnieszka Szczepańska  zaproponowała mi wspólne napisanie powieści obyczajowej, która miałby iść w odcinkach w gazecie. I nawet powstało kilka takich odcinków, które pokazałyśmy w redakcji jednego z tygodników, do którego wówczas pisywałam felietony. Tam nam powiedziano, że to nie jest złe, ale zbyt monotonne, za mało się dzieje. I że przydałoby się jakoś ożywić akcję.  Wtedy uznałyśmy z Agnieszką,  że nic tak dobrze nie ożywia jak trup. Więc postanowiłyśmy zrobić z tej naszej powieści kryminał. Później już wszystko poszło za ciosem. Zwłaszcza, że ja pisanie książek traktuję dosyć rzemieślniczo, nie tworzę pod wpływem weny czy natchnienia, wolę konkret. A materia powieści kryminalnej i jej schemat wydaje mi się z tego punktu widzenia idealny, ponieważ zasady są dość proste i ujęte w konkretne ramy. Jest to również  dobra zabawa oraz niezłe wyzwanie intelektualne, by stworzyć intrygę, która trzyma się kupy. Stąd zabijałyśmy w naszych powieściach nie dla wyładowania własnych krwiożerczych instynktów, tylko dlatego, że to był element konwencji.

Wszystkie twoje powieści kryminalne powstały w duecie z Agnieszką Szczepańską. Jak od strony technicznej wygląda takie pisanie książki „na cztery ręce”?
- Najpierw wspólnie wymyślałyśmy fabułę i ten etap pracy był zdecydowanie najfajniejszy, bo wzajemnie się napędzałyśmy. Tworzenie takiej historii w duecie, wymyślanie intrygi, kreowanie jej bohaterów - zwłaszcza kiedy się pisze kryminały - jest pożyteczne o tyle, że na bieżąco pomysł jednej osoby jest weryfikowany przez drugą. My z Agnieszką bardzo dobrze pilnowałyśmy się nawzajem pod tym względem. Poza tym gdy piszą dwie osoby, jest dwa razy więcej pomysłów i dwa różne spojrzenia na te same sprawy. Agnieszka miała zupełnie inne podejście do rzeczywistości niż ja. W naszym duecie ona była osobą aktywną, otwartą, która z mężem dyplomatą podróżowała po świecie, ja wtedy byłam panią domu, która zmywała przysłowiowe gary i zajmowała się rodziną. Te dwa spojrzenia nam się bardzo ładnie przenikały w naszych książkach. Agnieszka żartowała nawet, że we wszystkich rozdziałach, które ja piszę, akcja dzieje się w kuchni.  Po etapie wymyślania przychodził dużo mniej przyjemny etap, czyli po prostu pisanie. Teksty między nami krążyły wiele razy, na końcu z racji tego, że przez wiele lat pracowałam jako redaktor, brałam się za ujednolicanie, żeby nie było widać, że został stworzony przez dwie różne osoby. 

Katarzyna Gacek
A ile z Katarzyny Gacek jest w bohaterkach jej powieści?
- Moim zdaniem w ogóle mnie w nich nie ma. A przynajmniej mam taką nadzieję. Oczywiście pisząc trudno całkowicie wyzbyć się siebie i nie włożyć jakiś swoich elementów w bohaterów powieści, ale to zazwyczaj są drobiazgi, i to rozproszone. Natomiast nie portretowałam siebie w swoich książkach. To pewne.

Czy pisanie było dla ciebie zajęciem pierwszego wyboru?
- Nie, było kwestią przypadku. Z wykształcenia jestem psychologiem i miałam inne plany życiowe niż pisanie książek. Jednak moje życie, nie tylko zawodowe, to seria przypadków łamanych przez anegdotę i nie ma nic wspólnego z planowaniem i realizacją wyznaczonych celów. Po prostu coś się wydarzało, a ja za tym wydarzeniem podążałam. Przez wiele lat  zajmowałam się głównie domem i dziećmi.  W tym czasie mój ojciec stworzył i rozwijał lokalną gazetę. Jedną z rubryk były felietony na tak zwane „babskie” tematy, nazywały się zresztą „Babski kącik”, i kiedy autorka przestała współpracować z pismem, ojciec zmusił mnie, żebym przejęła rubrykę.  Okazało się, że moje, dość lekkie pióro, świetnie się sprawdza w takich krótkich formach. Później życie tak mi się potoczyło, że musiałam zacząć sama na siebie zarabiać i jedyne, co mi wtedy przyszło do głowy, to rozesłać swoje felietony do wszystkich większych pism w nadziei, że może gdzieś komuś przypadną do gustu.  Rzeczywiście, w jednej z gazet na tyle się spodobały, że dostałam swoją stałą rubrykę. Kolejnym przypadkiem było to, że pojawiła się Agnieszka i wymyśliła  wspólne pisanie, po czym nasza pierwsza książka weszła na listy bestsellerów i pociągnęła za sobą kolejne publikacje.

Literatura kryminalna zdominowana jest przez autorów - mężczyzn. Czy koleżanki po piórze wspierają inne piszące kryminały kobiety czy nie?
- Środowisko pisarskie, niezależnie od płci, nie jest środowiskiem, które się jakoś specjalnie wspiera. Tu raczej każdy pracuje na swój własny sukces. Natomiast można nie wspierać, ale jednocześnie patrzeć życzliwie na sukces koleżanki lub kolegi po piórze, a tym bardziej komuś nie szkodzić . A z tym różnie bywa. Jednak warto zaznaczyć, że nie jestem osobą osadzoną w tym środowisku, więc nie mam pełnej orientacji. Mnie w każdym razie bardzo cieszą sukcesy innych.

Od powieści kryminalnych odeszłaś w ostatnich latach w kierunku pisania scenariuszy…  Czy musiałaś się tego uczyć, czy przyszło ci to w sposób naturalny?
- To kolejny przypadek w moim życiu.  Zaczęłam od pisania scenariuszy odcinków „Anny Marii Wesołowskiej”, co było genialnym poligonem bojowym – w tym serialu cała historia musiała zostać opowiedziana w dialogach, w dodatku przy zachowaniu jedności miejsca, akcji i czasu. Ponadto nasze teksty były konsultowane przez prawnika, więc całość była znakomitą szkołą pisania. Później napisałyśmy z Agnieszką cztery odcinki serialu „Przeznaczenie” dla telewizji Polsat. W tak zwanym międzyczasie zrobiłam kurs pisania scenariuszy, staram się oglądać jak najwięcej filmów i seriali, wszystko pod kątem nauki.  Zresztą mam poczucie, że cały czas się tego uczę. Teraz piszę scenariusze w duecie z aktorką Magdaleną Nieć. Najnowszy z nich - obecnie w fazie postprodukcji - to film familijny „Za niebieskimi drzwiami”,  powstały na podstawie książki Marcina Szczygielskiego. Premiera będzie miała miejsce na początku 2016 roku.

Na koniec – najlepsze z życia to…?
- Dzieci, rodzina, przyjaciele i zwierzęta. W tej kolejności.
 

Rozmawiała Izabella Jarska
Zdjęcia pochodzą z prywatnej kolekcji i publikowane dzięki uprzejmości Katarzyny Gacek